Żuławy od wody cz.3- Szkarpawa

Dziennik pokładowy dzień czwarty

Odejście od nabrzeża Sztutowo. Kierunek Zalew.
Wyjście na Zalew Wiślany. Kurs EW.
Zatoka Świeża, Osłonka.
Trawers lewej burty stacja pomp Osłonka. Wejście na Szkarpawę, inaczej zwaną Wisłą Elbląską.
Trawers lewej burty mijamy weście na Tugę, wyżej zwaną Świętą.
Cumowanie pod mostem w Drewnicy.

Polderem nazywamy depresyjny teren nadmorski, sztucznie osuszony i otoczony groblami w celu ochrony przed zalaniem. Inaczej, są to tereny leżące poniżej poziomu morza, takie pod wodą bez wody, bo ta wypompowywana jest z sieci kanałów poza groble. Dzisiaj właśnie chciałbym napisać trochę o tym pompowaniu.

W Rybinie jest sklep, zresztą niejeden. Nieopodal, na słupie energetycznym mieszka parka zakochanych bocianów. Za dwoma mostami, bo dwie rzeki trzeba pokonać, jest Tujsk, a w Tujsku (choć może bardziej w Chłodniewie, już się trochę pogubiłem, w każdym razie za tymi mostami)
„Tu odrodziła się przyszłość – od nowa” tym, którzy odwodnili zatopiony ląd (1945–1948 mieszkańcy Żuław).

Tak stoimy z córką i patrzymy na tablicę z napisem. Odczytałem go głośno, a ona nic, żadnego zachwytu. Tablica jest na ceglanym murze pompowni, która odcina rzekę Linawę, przez co czyni ją nieżeglowną. Cegła robi robotę i buduje klimat, chociaż brakuje wieżyczek, gzymsów zdobnych i legend związanych z obiektem. W budynku trzy zespoły pompowe pracujące pełną mocą potrafią obniżyć poziom wody z 37 polderów (ok. 22 000 ha dzisiaj połączonych w jeden) o 8,3 mm w ciągu doby. Robi wrażenie? Wiem, że nie. Dzisiaj, kiedy wkoło jest sucho, żyźnie i malowniczo, nawet nie zauważamy roli takich obiektów jak ten w Chłodniewie czy w Osłonce. A może warto się zastanowić, po co i dlaczego istnieją. Trzeba wam wiedzieć, że odwodnienie tych terenów po wojnie trwało niemal do połowy lat pięćdziesiątych.
W starej kronice filmowej, takiej wyświetlanej przed filmami w kinie (dzisiaj zastąpiły je reklamy), pokazywano obraz ówczesnych Żuław. Wszystko komentował „bezstronny i obiektywny” głos.

Przeszło 120 000 ha urodzajnej gleby, leżącej poniżej poziomu morza, zatopione zostało przez cofające się w pośpiechu wojska niemieckie. 60% budynków mieszkalnych i gospodarczych uległo zdewastowaniu. Dziś odremontowane już stacje pomp zaczęły normalną pracę. Żałosny obraz spustoszenia znika. Wodna pustynia zamienia się znów w kraj uprawny, którego gleba była najżyźniejsza w Europie. Zbiory żywności na odwodnionych terenach oblicza się w nadchodzącym roku na ponad pół miliona złotych.

W roku 1984 Dziennik Telewizyjny donosi jak to nierobów uchylających się od normalnej pracy, żyjących z renty matki zaganiano do prac fizycznych przy odbudowie wałów i odwadnianiu Żuław. To były czasy, kiedy praca szukała człowieka. Mało kto pamięta, że lwią część prac przy odwadnianiu zatopionego lądu po wojnie wykonywały kobiety, bo facetów najzwyczajniej brakło.

Mnie natomiast rysują się tragedie ludzi, którzy patrzyli, jak dorobek ich życia znika pod wodą. Ludzi, którzy zmuszeni byli do wyjazdu bez wizji powrotu, bo to już nie ich ziemia, nie ich pola i domy. Nie jest mi ich żal. Może dlatego, że innym językiem mówili, a może dlatego, że ich osiedlenie też wiązało się z wysiedleniami. Ich następcy w dużej mierze przeniesieni z kresów wschodnich też zaczynali wszystko od nowa, nowi i starzy Polacy budowali swoją krainę, która wtedy wcale nie była turystyczną. Ogromne tereny, aż po Tczew i Malbork, zostały zalane wodą, a ich odwodnienie trwało do połowy lat pięćdziesiątych. Wielu przesiedleńców ruszyło gdzie indziej szukać swojego miejsca, ci, co pozostali, „odradzali przyszłość – od nowa” jak głosi napis na tablicy ceglanego budynku przepompowni w Chłodniewie.

– Tata, długo jeszcze się będziesz wpatrywał w tę tablicę? Głodna jestem. Wracamy?

Dziennik pokładowy dzień piąty

09.00 Podniesienie mostu w Rybinie. Przepływamy.
09.15 Cumowanie. Nabrzeże pętli Żuławskiej: 60 zł doba; prysznic, woda, prąd – dodatkowo płatne.
17.15 Zaokrętowanie Dużego(członek rodziny).

Szliśmy tak pomiędzy tymi pokrzywionymi torami od otwartego mostu. Most był cały niebieski i kolejowy i nie łączył dwóch brzegów Szkarpawy, a tory były wąskie i już bardzo stare. Szliśmy, szukając tych niezwykłości, tego piękna i uroku.

Gdzieś po prawej stronie tych wąskich torów, przy starej chałupie, która zachwyca przyjezdnych, natomiast mieszkańcy chętnie by zmienili przybytek na nowszy, suszyło się pranie, próbowało swoich sił z wiatrem. Po podwórzu biegały wolne kaczki i wolne kury, te, które takie dobre jajka znoszą. Ptaki najwyraźniej nie dbały o swoje miejsce zamieszkania, trawnika nawet fragmentarycznie tam nie dostrzegłem. Co wyrosło, wydziobały.
– Wracamy już?
– Nie. Mam zamiar dojść do stacji. Przecież nie będziemy ciągle siedzieć na łódce.
– Czemu nie?
– Bo trzeba poznawać niezwykłość okolicy.
– A co w niej takiego niezwykłego?
– Tego jeszcze nie wiem, dopiero tego szukamy.


Szliśmy dalej po tym wypaczonym wąskim torze, patrząc na lewo i prawo. Dużo podmokłości, jakaś kępka trawy, żółte kwiatki, wierzby charakterystyczne dla regionu. Wierzby nie są tu bez przyczyny, nasadzane na krańcach pola działają jak naturalne pompy, które potrafią odparować nawet do 50 l wody na dobę. Ponadto wierzby dobrze znoszą ogławianie (nie zachwalam tej praktyki), czyli regularne przycinanie, podczas którego usuwa się wszystkie gałęzie z wierzchołka drzewa. Gałęzie, które dawniej miały wiele zastosowań.

Jaś uratował bąka i to chyba było niezwykłe, bo zajęło nam bardzo dużo czasu, obserwowaliśmy, jak siadał na kwiatkach, potem odlatywał. Dalej był napis „Rybina”, taki samotny stał przy torach.
– Widzisz to, Jasiu?
– Co?
– Ten napis. Wiesz, co to jest?
– Wiem, napis.
– Ale to nie taki zwykły napis.
– Wiem, tata, to jest niezwykły napis.
– To jest stacja. – Spłowiały rozkład jazdy oświadczał, że pierwszy kurs odbędzie się pierwszego maja.
– To jak, znaleźliśmy tę niezwykłość? To możemy już wracać?

Wieczorem wsiadłem na SUP-a, woda była ledwie pomarszczona lekkim zefirkiem. Minąłem unikalny kolejowy most obrotowy. Fajnie przepływało się pomiędzy przęsłami. Ruch mi dobrze robił, cisza mi dobrze robiła. Szuwary szumiały na swój sposób, taki, jak to tylko one potrafią. Ptaki nie były tak ufne jak w mieście, nie domagały się jedzenia. Był rechot żab, a może mi się tylko zdawało. To były tylko moje chwile.

Dziennik pokładowy dzień szósty

Odejście od nabrzeża w Rybinie.
Przejście pod mostem w Drewnicy i cumowanie do pomostu. Darmowy postój.
Odejście od pomostu. Kurs Gdańska Głowa
Gdańska Głowa. Zmiana kursu. Kierunek Zalew.

Nie pierwszy raz tu zawitaliśmy. Pamiętam otwartą restaurację Szkarpawiankę, rolnika z siekierką na stole i kuflem piwa. Wreszcie pamiętam most pontonowy, pod którym nie mieściła się żadna jednostka i nie sposób było nie słyszeć przejeżdżających po nim samochodów. Dzisiaj Szkarpawianka zamknięta, a most zupełnie nowy stoi, taki otwierany i niepływający. Nowe też są pomosty dla łódek, zastąpiły one betonową ścianę z wystającymi prętami. Pomosty są dwa, po jednym z każdej strony mostu, jednak próżno próbować stanąć przy tym bardziej wschodnim, zagospodarowali go wędkarze, którzy rzadko reagują na sygnały dźwiękowe.

Tego dnia specjalnie przypłynęliśmy do Drewnicy, bo chociaż byłem tu tak wiele razy, nigdy nie zdawałem sobie sprawy z istnienia wiatraka kozłowego, ostatniego takiego już chyba na polskim wybrzeżu. Wiatraka, który powoli odchodzi, jak ten most na pontonach, jak Szkarpawianka.

– Po co tam mamy iść?
– Żeby zobaczyć coś, czego już za kilka dni możemy nie ujrzeć.
– Ale po co?
– Bo to ostatni taki wiatrak na Pomorzu.
– Ale dlaczego?
– Chociażby dlatego, że byłem tu tyle razy, zresztą z wami też już byłem, a wiatraka nie widziałem.
– Ja zostaję na łódce.
– Nikt nie zostaje. Wszyscy idą.
– Zawsze robimy to, co ty chcesz. Niefajny jesteś. – Te słowa zaznaczone były wyraźnym fochem i brakiem dalszej konwersacji. Sytuacja była patowa.
– A co powiesz na lody?
– Dobra, ale dwa.
– Nawet więcej, w każdym sklepie, który napotkamy.

W Drewnicy jest poczta i zaskakująco dużo sklepów, samych spożywczych naliczyliśmy cztery. Jest też szkoła i te domy, wcale nie podcieniowe, jednak drewniane i jak malowane, nie nudne jednokolorowe.

W słoneczny dzień kusi ta miejscowość soją aurą i wiatrakiem. Mimo chłodu dzień był słoneczny. Po kolejnym lodzie foch odszedł w zapomnienie. Do wiatraka szło się prosto, główną drogą od mostu, potem pomiędzy zabudowaniami z drewna, kwiatami zdobnymi, później w prawo – szutrową drogą przez chwilę. Sam cel jest ukryty za drzewami, które znacznie przerasta. Zobaczyłem wiatrak kozłowy, czy jak kto woli koźlak. Stał dostojnie na jednej nodze, koźle, tak osadzony, aby cały budynek wraz ze skrzydłami można było obracać do wiatru. Chciałoby się zobaczyć tych ludzi przyprószonych mąką, bo staliśmy naprzeciw wiatraka przemiałowego, zapartych o specjalny dyszel umieszczony po przeciwnej śmigłom stronie, wciskających stopy w trawiaste podłoże, żeby odwrócić tę potężną budowlę. Dach wiatraka, dzisiaj okryty plandeką, przypomina kształtem odwróconą łódź, jakby przybysze zza morza zarzucili dalszą podróży i osiedli, by ujarzmiać ten zalany ląd. Kiedyś ten wiatrak nie był samotny, kraina ta wiatrakami stała, rzec by można. Większość jako pompy służyła, do odwadniania i nawadniania małych polderów, dzisiaj zastąpiły je nowoczesne urządzenia. Wiatrak w Drewnicy mielił mąkę od 1718 roku. Dzisiaj już nie mieli, chociaż kamienie młyńskie wciąż są na trzeciej kondygnacji, koła, wały i przekładnie drewniane – to skrzydła, lub raczej to, co po nich zostało – nie wprawią ich w ruch. Widzieliśmy te deski szare, śmigi połamane, widzieliśmy przemijający czas, postaliśmy chwilę w milczeniu, w żalu, że coś się kończy, a potem znów nastały śmiechy, kłótnie, przekomarzanie. Czas na piknik!

My widzieliśmy. Czy wam się uda?
Dobra wiadomość z ostatniej chwili: ponoć w 2021 rozpocznie się remont. Czy wiatrak narodzi się na nowo?

Podobało się? Jeśli tak zapisz się na nasz newsletter a pierwszy dowiesz się o kolejnym wpisie. A będzie się działo. Zapraszamy

To chwilę potrwa
Success! Dołączyłeś/aś do nas

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: