Biebrzańska wiedźma

Zaczęło się od lipowego naparu

Była zima, szaro za oknem. W telewizji w innym pokoju dopiero co wybrzmiał Teleexpress. Delektowałem się nic nierobieniem, krążeniem po sieci w telefonie. Graciela to nazywa lenistwem, co w konsekwencji prowadzi do wymiany żalów i późniejszych dąsów. W tym dniu jakoś tego uniknęliśmy. Weszła z gorącym naparem z lipy, słodzonej lipowym miodem, po czym oboje ukryliśmy się pod kocem. Lipowy napar parował w nikłym świetle lampki nocnej, za oknem pojawiały się pierwsze gwiazdy.

Napar pełen lipy


— Oglądałam dziś program o wiedźmie i wiesz co? — zawiesiła na chwilę głos — chciałabym kiedyś do niej pojechać.
Uniosłem brwi ze zdziwienia i pomyślałem: o czym ty do mnie mówisz, kobieto?
— Wiesz, wiedźma to nie znaczy czarownica jakaś, to po prostu kobieta, która dużo wie. Posiada wiedzę — wyjaśniła nieco głośniej, jakbym nie zrozumiał. — A niewiasta to ktoś taki jak ja, kobieta, która wie niewiele.
— Wkurza mnie, jak tak gadasz, że cały świat jest mądrzejszy od ciebie i dobrze o tym wiesz.
— Nie chodzi o to… Ona po prostu wie dużo o ziołach, zwierzętach, to wszystko, co ja bym chciała wiedzieć i oczywiście stosować.
— To wiedz i stosuj — odparłem nieco opryskliwie, jednocześnie wpisując hasło „Biebrzańska wiedźma” w wyszukiwarkę telefonu. Pojawiła się jakaś babka, chodząca boso, motająca jakieś szmaty i jednocześnie dająca wykład o ich mocy. Oczywiście było coś o ludziach, o biebrzańskiej przyrodzie, jak to w niej zakochana jest, jednak te szmaty i całe te gusła zapadły mi w pamięć najbardziej. — Nawiedzona jakaś głosi swoje mądrości. I to niby ma być fajne? Tak?
Graciela milczała. W dwóch dłoniach trzymała swój ulubiony kubek z lipowym naparem, który wciąż parował. Trochę się zamyśliła, patrząc na dużą tarczę księżyca za oknem. Zapatrzona w tę tarczę na niebie, powiedziała jakby do niej, a nie do mnie:
— A ja i tak chciałabym ją kiedyś poznać. Wiem, że teraz nie ma na to pieniędzy ani czasu, ale kiedyś, kto wie.
Zapanowało milczenie, dzieci w drugim pokoju o coś się kłóciły, my siedzieliśmy pod tym kocem, obejmując swoje kubki.
— Wiesz, co Jasiu ostatnio mi powiedział? — przerwałem milczenie, jednocześnie zmieniając temat. — Że tylko ja wybieram, gdzie jeździmy, i nie pytam was o zdanie.
— Bo tak jest.

Stodoła snów

Stodoła snów, dużo by o niej pisać

Był już wieczór, wszyscy się krzątali chyba przy porządkach. Ktoś sadził kwiaty, ktoś inny układał dywany. Trwały przygotowania do koncertu. Trudno było rozeznać domowników od gości. Zaparkowaliśmy pod samym płotem, żeby nie przeszkadzać kombajnom i innym dużym maszynom rolniczym. Nieśmiało stanęliśmy pośród zamieszania. Nikt nas nie zauważał, jakbyśmy byli tu od zawsze.

Śniadanie w Stodole Snów


— Nie podoba mi się tutaj. — Jasiu nie pałał entuzjazmem do nowego miejsca.
— Można z gospodynią? — zapytałem dziewczynę, która starała się nas obejść. — A może to pani?
— Nie, to nie ja. — Poszła dalej coś przestawiać. — Agnieszka! Ktoś do ciebie. — Dało się słyszeć gdzieś we wnętrzu pomieszczenia, do którego weszła.

No coment

Nie pamiętam, czy wcześniej nie odgarnęła pajęczyny i nie przeprosiła pająka. Nie, to chyba się nie wydarzyło. Chociaż?
— My do pani na nocleg, może dwa.
— Super. Wchodźcie, tutaj jest miejsce. Dużo miejsca. Możecie spać, gdzie chcecie.
Wkoło wiedźmy kręcił się jej mały asystent z piłką do koszykówki. Miał może dwa lata, przydługą koszulę siostry, klucz od samochodu na szyi i nieład na głowie, taki trochę nawet uporządkowany nieład.

Niektórzy mają nietypowe hobby np. zbieranie czaszek.


— Mamy tu dzisiaj trochę zamieszanie, takie przygotowania do koncertu. Rozgośćcie się gdzieś. Maxim, zaprowadź gości do wilków. Maxim — pochyliła się do małego — kontakt, patrzymy w oczy. Zaprowadź ich do wilków.
Młody rzucił piłkę przed siebie. Ta, odbijając się coraz niżej, leciała do wyjścia. Maxim pobiegł za nią, wołając: „Wilki, wilki”. Jasiu z Zuzią poszli za nim.
— Wystarczyło powiedzieć, że nie ma miejsca. Tam skończyli nasi poprzednicy?
Zaśmiali się wszyscy obecni i ona też się zaśmiała, chociaż tego to nie pamiętam.

Prawdziwe wilki żyją na wolności.

Nie tylko bagna

Carska droga, tam nas zabrała. Potem w las wyprowadziła, na torfowiska, gdzie kiedyś ludzie dziury kopali, a urobek w kostkach suszyli na słońcu, by mieć opał na zimę. Dzisiaj nikt tak tu nie robi, bo rezerwat, bo przyrodę się chroni.

Polowanie na rosiczkę

Wszyscy szliśmy boso. Podłoże było miękkie i ciepłe, miło pieściło stopy, inaczej niż asfalty czy szutrowe drogi.
— Gdy skoczycie — wszyscy podskoczyliśmy, a ziemia zadrżała — i ziemia się trzęsie, to ognia w takim miejscu nie palcie. Bo was nie będzie. Torf to żywy organizm, który potrzebuje wody, wyciąga ją ze wszystkiego. Broni się przed wyschnięciem, bo kiedy wyschnie, żadna woda go nie ożywi. Gdybyście tak trzymali go w dłoni — gniotła grudkę torfu, by później z niej ulepić zajączka — to z was też by wilgoć wyciągnął. Wszystko po to, by przetrwać.

Tym razem powstał torfowy zajączek.

Poczułem się jak uczeń na lekcji, opowiadała, zadawała pytania, a my szukaliśmy odpowiedzi. Dzisiaj już wiemy, co to torfowisko wysokie, a co torfowisko niskie. Widzieliśmy rosiczkę, naszą rodzimą, która pożera muchy. Spróbowaliśmy borówki bagiennej, tej na wysokich krzakach rosnącej.
— Borówka ta uważana jest za trującą. Ale tak nie jest. — Zerwała owoc, wycisnęła biały miąższ i zjadła. — Nie jest i jest. Owoce takie można jadać po deszczu albo wcześniej umyć. Rośnie ona w towarzystwie, jak widzicie…
— Bagno zwyczajne! — wyrwała się Graciela, kolejny raz udowadniając mi, że żadna z niej niewiasta. Już chciała zapytać, czy może sobie trochę narwać… na szczęście w porę przypomniała sobie historię pewnej sasanki, która rosła przy carskiej drodze.
— Dokładnie — pochwaliła wiedźma uczennicę. — I to ona jest odpowiedzialna za te wszystkie zatrucia, czy może bardziej odurzenia, bo niektórzy tę jagodę czasami nazywają pijanicą.

Spacer po bagnie

Potem było bagno, takie prawdziwe, w którym zapadaliśmy się po kolana, czasami po pas. Nikt nie utonął. Wycieczka z przewodnikiem — takim przewodnikiem — to prawdziwa przyjemność.

Zyga

Materiał na koszyki

Siedział z nożykiem w dłoni i dzielił miękkie jeszcze kije na połówki, potem na ćwiartki. Gdy to zrobił, wycinał łyko i tak przygotowaną giętką witkę wplatał w koszyki.
— I by już mnie nie było. Polazłem w te krzaki na bagna. Nie raz tam łaziłem. Wysokie wszystko i nie wiedziałem, gdzie wracać. I by mnie już nie było.
— Kruki by zaczęły krążyć, to by wyszukali i pochowali.
— A gdzie tam! Nie znaleźliby. Tego tam, już nie pamiętam, jak mu tam było, nie znaleźli. Do dzisiaj nie znaleźli.

Mój ci on i nikomu nie oddam.

Zyga mieszka na końcu osady, do której jedna droga prowadzi. Dalej się nie pojedzie. Zyga koszyki, kosze i inne rzeczy wyplata. Od lat już wyplata. Jak ktoś chętny, kupić może. Graciela i dzieci kupili, każde po jednym dla siebie.
— Bo to jest prawdziwa pamiątka — skwitował Jasiu wydając swoje pieniądze.

Wiele godzin pracy

Zyga już nie pamięta, od kiedy wyplata. Bardzo długo, chociaż pieniądz z tego niewielki. Nikt po nim wplatania nie ciekaw, więc kiedy Zyga odejdzie, to i koszyków mniej będzie.
— Nagrody wygrywałem, czasem jeszcze dziś się zdarzy. Kiedyś to pieniądze dawali, dzisiaj jakieś dyplomy. Szkoda gadać.

Zyga autor koszyków pośrodku.

Zyga ma żonę — zdolna kobieta, mrowiska wyrabia, taką słodkość z miodem i makiem, do której z chęcią pamięcią wracam. Prawdą jest, co powiedziała wiedźma, że tam najlepsze mrowiska jadła. Mówiła też o bimbrze, nie o „duchu puszczy”. Ponoć kiedy miejscowy częstuje was wódką sklepową, to wam nie ufa, a kiedy częstuje was samogonem, to was za swojego ma.
Może wybierzecie się te prawdy sprawdzić. Agnieszka Zach, nasza wiedźma, w Kuleszach mieszka. Już niedługo w Starych Bajkach ją znajdziemy. Tam będą jej koncerty, które organizuje, warsztaty motanek czy witraży i jej nowy dom ze stodołą snów, której nie może zabraknąć.

Dołącz do nas

to trwa
Success! Dołączyłeś do nas

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: